Zaraz po pracy Ewa miała zwyczaj odwiedzać pobliski las — nie po to, by trenować kondycję, lecz aby przegonić myśli, które potrafiły być zbyt głośne po ośmiu godzinach w biurze. Tego wieczoru niebo przybrało kolor przygaszonego grafitu, a powietrze pachniało wilgocią i igliwiem. Jej telefon leżał w plecaku, wyłączony, jakby żeby dać jej spokój. Szła …